Żegnamy przedszkole. słowa: Kalina Rokosz, muzyka: Michał Witek. Dziś piosenkę zaśpiewamy. Bo wakacje zaczynamy. Wszyscy chłopcy i dziewczynki. Uśmiechnięte mają minki. Po wakacjach znów przedszkole. Lecz nie wszyscy tu wrócimy. Czas pomyśleć już o szkole. Czas płynie - wakacje się kurczą, dni są coraz krótsze, wieczory coraz chłodniejsze Można by się było smucić, ze lipiec tak szybko przemija, jednak Są one przeznaczone dla tych turystów, którzy chcą wyjechać, ale nie mają sprecyzowanych wymagań dotyczących kierunku, a jednocześnie decyzję o wyjeździe mogą podjąć z dnia na dzień. Biura podróży organizują wycieczki Last Minute w momencie, gdy zbliża się termin realizacji wyjazdu - maksymalnie do 30 dni przed wylotem Dni Chorzel 2023!!! Nie pada! Za nami występ Filipa Czyżykowskiego!!! A już za chwilę zagra dla nas zespół Imperium i Lanberry ️ Zapraszamy serdecznie!!! ☺️ Break-In - Fugazi zobacz tekst, tłumaczenie piosenki, obejrzyj teledysk. Na odsłonie znajdują się słowa utworu - Break-In. Za nami wakacje -piosenka na Rozpoczęcie Roku Szkolnego. Za nami wakacje - piosenka do podręcznika Muzyka Kl.IV-VIIIRozpoczęcie Roku Szkolnego I znowu do szkoły!#wracamy do szkoły!# . Nasze wakacje zbliżają się wielkimi krokami. W tym roku urlop spędzimy nad polskim morzem (a gdzie dokładnie? – pisałam Wam TU). Mimo, że wyjeżdżamy za około miesiąc, to już dziś postanowiłam zrobić listę niezbędnych rzeczy, które warto ze sobą zabrać (gdy na wakacje wybieramy się z dziećmi). Zdecydowałam, że podzielę się nią z wami <3 Mimo, że my zostajemy w Polsce, to być może wy lecicie za granicę, dlatego ujęłam w tej liście także rzeczy, które przydadzą się w samolocie (wspominając przy tym nasze wakacje z Aleksem w Grecji, które zobaczycie TU – jej aż zatęskniłam!), a także o czym nie powinniśmy zapomnieć, gdy podróżujemy z niemowlakiem. Niektóre propozycje wydadzą się wam zbyt oczywiste, ale serio gdy już przychodzi dzień pakowania, to lepiej mieć taką listę, bo to co oczywiste, już takie nie jest ;-) ABC pakowania – czyli co zabrać na wakacje z dziećmi dokumenty książeczkę zdrowia dziecka zaświadczenie o ubezpieczeniu zdrowotnym jeśli przekraczamy granicę, to musimy pamiętać o paszporcie dziecka lub jego dowodzie osobistym ubrania i buty na cieplejsze i chłodniejsze dni strój kąpielowy lub pieluszki do pływania sandałki, klapki higiena: szczoteczka i pasta do zębów mydło lub płyn do kąpieli szampon ręcznik grzebień nożyczki do paznokci wilgotne chusteczki krem przeciw odparzeniom troszkę proszku i płynu do prania apteczka leki przeciwbólowe, przeciwgorączkowe, przeciwzapalne (np. Nurofen, Paracetamol) termometr, sól fizjologiczna do nosa (np. Disnemar) sól fizjologiczna w ampułkach (do przemywania oczu, w przypadku dostania się piasku) aspirator do nosa (np. Nosefrida)/zapas chusteczek żel na ukąszenia (np. SIO) żel na dziąsła (np. Dentinox N) krople na brzuszek (np. Espumisan) preparat na biegunkę (np. Smecta, Tasectan) woda utleniona wapno w syropie jałowe gaziki i plastry probiotyk – podawać też na tydzień przed wyjazdem (np. Dicoflor w kapsułach – nie trzeba trzymać w lodówce) maść na poparzenia (słoneczne) – w razie „wu” (np. Alantan Plus) na słońce i owady okulary słoneczne nakrycie głowy krem do opalania z filtrem, najlepiej wodoodporny balsam po opalaniu środki przeciw komarom i kleszczom na plażę zabawki do piasku/piłka plażowa/dmuchamy basenik ręczniki plażowe koc/mata piknikowa woreczek na brudne pieluszki i inne śmieci namiot plażowy (przydatny jeśli dziecko śpi jeszcze w ciągu dnia) bidon na picie/pudełka na przekąski opaskę z danymi (pomocna w sytuacji, gdy dziecko się zagubi) CO zabrać do samolotu, gdy podróżujemy z dzieckiem woda w butelce (niezbędna przy startowaniu i lądowaniu) smoczek/żelki (by nie zatykały się uszy) coś do chrupania (paluszki,herbatniki) bajki/gry na telefonie lub laptopie i książeczki cienki kocyk (w razie snu dziecka) nawilżone chusteczki woreczek na brudne pieluszki i inne śmieci ubrania na zmianę (w razie wu) CO zabrać na wakacje z niemowlakiem wszystko co wyżej +: mleko w proszku, butelkę i termos (jeśli nie karmimy piersią) kaszkę gotowe dania dla niemowląt – słoiczki (tylko na 1-sze dni, bo resztę kupimy na miejscu lub maluszek będzie jadł co my) plastikowe sztućce, kubeczek, talerzyk jednorazowe pieluszki pieluszki tetrowe i flanelowe podręczny przewijak żel na ząbki (np. Dentinox N) nianię elektroniczną wózek/nosidło Generalnie dla dziecka zabieramy „pół domu” ;-)) a jak jest u Was? – o czymś zapomniałam? NASZE WAKACYJNE HITY – gadżety, akcesoria, które umilają nam lato! 1. Opaska informacyjna nadgarstkowa dla dziecka (jeśli dziecko zniknie ci z oczu, nigdy nie pozostanie anonimowe) 2. Koc piknikowy/mata La Millou – pokazywałam go TU 3. Namiot plażowy Beaba (skutecznie zabezpiecza przed szkodliwymi promieniami UV) – pokazywałam go TU 4. Składana wanienka turystyczna Beaba – pokazywałam ją TU 5. Bambusowy otulacz La Millou (w trakcie upałów materiał utrzymuje temperaturę niższą od otoczenia). Pokazywałam go TU 6. Poduszka Baby Bamboo Pillow La Millou (ze względu na mały wymiar można jej używać wszędzie!) 7. Śliniaki jednorazowe Helmi Baby 8. Bidon Skip Hop 9. Termos Skip Hop (można w nim transportować zarówno ciepłe jak i chłodne dania) 10. Kubek niewysypek Skip Hop (koniec z okruchami w samochodzie i na dnie torebki) 11. Torba na lunch z termoizolacją Lassig 12. Pudełko śniadaniowe Lassig 13. Dwustronny kapelusz Lassig 14. Majteczki do pływania z pieluszką Lassig (wszyta pieluszka magazynuje wilgoć nie wypuszczając tym samym płynu na zewnątrz) 15. Spodenki do pływania Lassig 16. Koszulka do pływania Lassig (posiada filtr UV 50+ dzięki czemu zabawy w wodzie są naprawdę bezpieczne) 17. Czapka z daszkiem Lassig (z długą osłoną opadającą na szyję i kark) 18. Trójkątna chustka La Millou 19. Sandały Nike Sunray Protect 20. Emulsja ochronna z filtrem SPF 50 Pat&Rub 21. Okularki Beaba (elastyczny i wyjątkowo trwały plastik) 22. Wagon z akcesoriami do zabawy w piasku (zestaw niezbędnych zabawek do piasku) – uwielbiam go! 23. Zestaw do zabawy w wodzie i piasku (nie zawiera Ftalanów oraz Bisfenolu – A.) 24. Worek na brudne pieluchy (z dzianiny PUL – dzięki temu izoluje wilgoć i wszelkie zapachy) 25. Sportowa torba Lassig (wyposażona w kieszenie, które pozwolą łatwo posegregować rzeczy) 26. Kosmetyczka Lassig (lubię podzielone akcesoria higieniczne na użytkowników, więc każdy ma swoją kosmetyczkę) 27. Kosmetyczka z lusterkiem Lassig 28. Plecak baby Skip Hop (zapina się go na specjalny klips – dziecko nie jest w stanie zrzucić plecaka z ramion) 29. Nakładka na sedes Beaba 30. Wanienka Flexi Bath Stokke (lekka, przenośna, składająca się na płasko) 31. Niania elektroniczna z video V-tech. Pokazywałam ją TU. * klikając na nazwę produktu przeniesiesz się do sklepu, gdzie możesz przeczytać więcej, sprawdzić cenę, kupić dany produkt. ** jeżeli szukacie zabawek marki i jesteście z Poznania – to zajrzyjcie koniecznie do Bebe Oli. [Intro] Tak nie jest Nie słuchaj tego 2005 [Zwrotka 1] Jadą auta, policja jedzie i karetka Betoniarka, dwa motory, helikopter Jedzie pociąg, quad, koparka To na kodach co wpisałem To ściągnięte jakieś nowe (khe) W ogóle nic mnie z tego zachęca (siup) Bo i tak zabiorę rower Bo i tak zabiorę rower Bo i tak zabiorę rower Bo po mieście lubię szybko Samochodem wyścigowym A po górach lubię mocno Samochodem terenowym Jak po wodzie chcę popływać Motorówkę sobie biorę Tylko nie jedź tym pociągiem Co jeździ po jednym torze Pytasz mnie, czym jeździsz wszędzie Wiem, że nie ma lepszej gry Wpisuj koda, ja ci podam K-G-G-G-D-K-P [Zwrotka 2] Poduszkowcem mam zasuwać Tutaj taka duża plansza Poduszkowiec jest najlepszy Poduszkowiec nawet lata Tak naprawdę ci nie powiem Co jest lepszym samochodem Wiem, że patrzysz, ale spadaj Jak wpisuję, to zasłaniam Nagle latam w górę, w niebo Nawet mogę strzelać z tego W ogóle się nie wysiliłem Pytasz mnie, jak to zrobiłem Nie mów mi, że jestem cham (tutaj może być zatrzymanko, i) No dobra, wpisuj młody (he) R-O-C-K-E-T-M-A-N (już) R-O-C-K-E-T-M-A-N Poeta, człowiek, który wie wszystko, anioł sceniczny. Ale także zajęty sobą i zmagający się z demonami neurotyk. Jaki był Jonasz Kofta? PANI: W tym roku minęła 33. rocznica śmierci pana ojca. To pan odebrał telefon z dramatyczną informacją o wypadku w klubie SPATiF-u, gdzie Jonasz Kofta zakrztusił się podczas obiadu i w konsekwencji nieprzytomny trafił do KOFTA: To był przełom stycznia i lutego 1988 roku. Czas ogólnie dość nieprzyjemny. Miałem 14 lat i fatalistyczny stosunek do tego, co dzieje się z ojcem. Jonasz pisał sobie kronikę nadchodzącej śmierci. W jakimś sensie przygotowywał się do niej. Widać to po tym, co pisał i jak żył przez ostatnie dwa lata. Historia wypadku w SPATiF-ie jest mroczna i dziwna. Zmieniła się w anegdotę, choć tak naprawdę jej kluczowych elementów nigdy nie udało się potwierdzić. Nie ma świadków. Był tam tłum ludzi, ale nikt niczego nie w szpitalu dawali nadzieję?Mówili po prostu „czekamy”. Jak rozumiem, chodziło o moment, kiedy wyłączą podtrzymujące życie maszyny. Sytuację mógł zmienić jedynie cud, a te, jak wiadomo, zdarzają się rzadko. Nie byłem w stanie myśleć w kategoriach nadziei. W ten sposób dosyć wcześnie dotarła do mnie nieprzyjemna wiedza o życiu, pozbawiająca zbędnych złudzeń na przyszłość. Często wspomina pan ojca?Lubimy o nim rozmawiać z mamą. Ostatnio wspominaliśmy jego chłopięcą spontaniczność. Kiedy podjął jakąś decyzję, czuł potrzebę, żeby ją natychmiast zrealizować. Wpadał na pomysł, że pojedzie z kolegą nad morze, i od razu wsiadali do pociągu. Mnie też zdarzały się takie spontaniczne pomysły, ale zawsze miałem podejrzenie, że robię coś głupiego. Wszystko z powodu samokontroli, której Jonasz był całkowicie pozbawiony. Zachcianki-impulsy sprawiały, że nie trzymały się go pieniądze. Przykład – skoro wybieramy się na wakacje do Zakopanego, polećmy samolotem do Krakowa, a z Balic na Krupówki – Kofta wspomina, że nie można było mu powiedzieć, że ma na sobie coś ładnego. Od razu zdejmował i oddawał. Nie chodziło więc tylko o własne zadowolenie, ale też o przyjemność robienia przyjemności lubił się czuć jak czarodziej, który coś fajnego wyciąga z kapelusza. Miał w sobie coś z dorosłego dziecka. Przepadał na przykład za graniem na wyścigach konnych, ale po to, żeby się emocjonować, a nie dla wygranych. Wyścigi były wtedy jedynym miejscem w Warszawie, gdzie legalnie można było się oddać hazardowi. Śmietanka towarzyska się tam zbierała i kolegowała z podejrzanym elementem. Bywałem tam w towarzystwie taty i typków w skórzanych kurtkach. Człowiek bez odrobiny dziecka w sobie jest skazany na smutne życie. Jonasz miał go w sobie sporo – to jeden z kluczy do jego poezji. Kiedy ukazała się pierwsza biografia Jonasza „Jego portret” Piotra Derlatki, znalazł pan tam coś, czego pan o ojcu nie wiedział?W trakcie pisania autor informował nas o różnych odkryciach. Wiele z nich uznałem wtedy za ciekawe i zaskakujące. Na przykład to, że ojciec tak wcześnie przepowiedział sobie karierę – w wieku 16 czy 17 lat wiedział, że chce być artystą. Ja, będąc nastolatkiem, nie wiedziałem o sobie kompletnie nic. Jonaszowi może ułatwiło wybór to, że w 1955 roku rozpoczął naukę w liceum plastycznym w Poznaniu, które stanowiło enklawę koloru w bardzo mało kolorowych czasach. Był wtedy zagubionym młodym człowiekiem przerzucanym między rodzicami, którzy się rozstali, i jak rozumiem, mającym poczucie, że nie jest kochany i nie ma domu. Ta szkoła stworzyła mu doskonałe warunki do rozwoju. Dowiedział się, kim jest, kim chce być, i dostał solidną porcję akceptacji, która była mu w życiu bardzo zaskoczenia?To, że jako młody człowiek pisywał listy. Autor biografii dotarł do pierwszej wielkiej miłości Jonasza i jego wspaniałych listów do niej. Natomiast ja dostałem od niego w życiu dwie pocztówki. Wprawdzie w latach 70. i 80. jeszcze pisało się listy. Sam w czasach przed komputerowych dużo ich pisałem i lubiłem to, ale Jonasz widocznie wyczerpał się w tym zakresie w młodości. W książce znalazły się informacje o wielu naszych dalekich przodkach, o których nie miałem zielonego pojęcia. Żyłem w przekonaniu, że te dokumenty spłonęły w czasie wojny. Jak się okazało, myliłem się. Teraz wiem, że pochodzę z rodziny kupców żelaznych, właścicieli ubojni oraz inżynierów. Ta myśl jest zabawna i niepokojąca jednocześnie. Nie wiedziałem też, że Jonasz w pierwszych latach kariery kabaretowej z powodu paraliżującej tremy bał się występować. Koledzy musieli go wypychać na scenę. W mojej pamięci to już był anioł sceniczny, z tym esprit, którego nie można się nauczyć. Stał się nim mimo ograniczeń – nie miał nadzwyczajnej dykcji ani wybitnego słuchu. Uświadomiłem sobie też, że nigdy nie widziałem Jonasza na scenie na żywo. Jest to dziwne, ale nie aż tak, jak mogłoby się wydawać. Lata 80. nie były dobrym czasem w jego życiu. Mało występował, najczęściej to były chałtury poza Warszawą. Takich sukcesów jak przez całe lata 70. już nie odnosił. Poza tym myślę, że nie miał szczęścia…Co to znaczy?Zbiegły się w jego życiu niekorzystne okoliczności. Najpierw ciężka choroba, nowotwór ślinianki pokonany dużym kosztem zdrowotnym. Leczenie wprawdzie uratowało mu życie, ale skazało go na chorobę popromienną. Oprócz wyciętych węzłów chłonnych i ślinianek, miał spaloną skórę z jednej strony twarzy. Dla artysty występującego na scenie to dramat. Dodatkowo był to czas rewolucji rockowej. Popularne zespoły nie stawiały na artyzm, a estetyka rockowo-punkowa podkreślała niedoskonałość, a nawet brak umiejętności. Co mi się zawsze podobało, ale Jonaszowi nie. Żałuję, że nie zdążyłem się z nim o to pokłócić. W latach 80. nawet festiwale, które wcześniej były wielkimi spektaklami, stawały się z wolna synonimem obciachu. To go męczyło, szukał dróg ucieczki. Oprócz artystycznych były też inne formy eskapizmu, jak alkohol. W latach 80. nawet festiwale, które wcześniej były wielkimi spektaklami, stawały się z wolna synonimem obciachu. To go męczyło, szukał dróg ucieczki. Oprócz artystycznych były też inne formy eskapizmu, jak alkohol. Alkohol pojawił się w jego życiu wcześnie…Pierwszy raz na odwyk alkoholowy trafił w wieku 18 lat. Potem przez jakiś czas nie pił. I znowu zaczął. Jego relacja z alkoholem rozwijała się falami. Pił wtedy, kiedy mu było źle. W związku z tym po wydarzeniach 1968 roku, które, jak sadzę, mocno go zdołowały, pił strasznie. Jego ojciec odchodził od zmysłów. A potem przez całe lata 70., kiedy miał się dobrze i odnosił sukcesy, nie pił w ogóle. Gdy pod koniec lat 70. zaczął znowu, to jeszcze nie było niebezpieczne. W każdym razie jemu wydawało się, że nad tym panuje. Osoby z chorobą alkoholową miewają tego rodzaju iluzje. A potem zachorował i jak wypisano go ze szpitala po naświetlaniach, prawdopodobnie uznał, że choroba w każdej chwili może wrócić. I że już nie ma żadnego powodu, żeby się kontrolować. Wiem też z relacji jego znajomych i przyjaciół, że miał poczucie winy. Męczyło go, że nie dba o rodzinę, zawodzi jako ojciec i mąż. Nie wiedział, jak się wydostać z tej matni, a inni nie wiedzieli, jak mu pomóc. Wtedy nawet słowa „depresja” się nie używało, nie mówiąc już o wiedzy, jak pomagać osobom nią dotkniętym. W przypadku Jonasza wszyscy skupiali się na chorobie alkoholowej, a tymczasem, moim zdaniem, ona była wtórna wobec jego depresyjnych leczył się?Chodził do psychiatry, jadł psychotropy, ale bez jakiegoś racjonalnego planu, bez właściwej diagnozy. Stan Jonasza widać doskonale w tym, co pisał. Wtedy zaczął budować wokół siebie czarną legendę. To, co pisał, jest depresyjne i mroczne. O uciekaniu, ciemności, śmierci… Powoli zamykał się we własnym go pan pamięta ze swojego dzieciństwa?Jonasz obłożony książkami. Bo czytał wiele książek naraz. Nie był wybrednym czytelnikiem – pochłaniał to, co mu wpadło w ręce. Absolutnie wszystko go interesowało. To taki stan, w którym, jeśli pod ręką nie ma książki, czyta się etykiety na słoikach, napisy na papierosach i skład pasztetu podlaskiego. Oboje z mamą zarazili mnie miłością do literatury. Taką na śmierć i życie. Nauczyłem się czytać i pisać, gdy miałem cztery lata. Na początku pisałem cyrylicą – byłem dumnym posiadaczem rosyjskiej książeczki z bajkami i te litery podobały mi się bardziej niż alfabet łaciński. W końcu musieli mi przerywać czytanie i zaganiać do spania oraz chować przede mną książki niewłaściwe, które i tak znajdowałem. „Sztukę kochania”, „Seks partnerski”, „Raz w roku w Skiroławkach” czy „Żywoty pań swawolnych” znałem, ale nic z nich nie czułym ojcem? Wiersz, który napisał z okazji pana narodzin, jest pełen się mną opiekował, kiedy byłem bardzo mały. To on był od kąpania, przewijania… Dość nietypowe jak na tamte czasy. Później miał bardziej tradycyjny pomysł na bycie ojcem – jego rolą było zarabianie pieniędzy. I rzadko wychodził poza ten schemat. Miał momenty, kiedy przypominał sobie, że powinien być ojcem, i próbował być stanowczy. Zaczynał się wtedy interesować, do której klasy chodzę… (śmiech) Albo kiedy zasiedziałem się u kolegi na osiedlu, szedł mnie zgarnąć. Zbliżał się zamaszystym krokiem wściekły, że został oderwany od ważnych spraw. Już podchodził do mnie, żeby mnie zbesztać, nabierał powietrza i… rezygnował. To mnie śmieszyło. Ojcowie kolegów też nie byli zbyt czuli i nie poświęcali dzieciom zbyt wiele uwagi. A ja byłem na dodatek dzieckiem artysty wędrownego, którego często nie było, a kiedy był, odsypiał noce, podczas których był człowiekiem renesansu…Niektóre rzeczy robił znakomicie, ale bywał też zabawnie bezradny. Jego polszczyzna była doskonała, na leśmianowsko-tuwimowskim najwyższym poziomie. Malował, choć uważam, że poetą był lepszym niż malarzem. Nie rozwinął tej umiejętności może dlatego, że był tego świadomy. Kiedy po liceum zdawał na ASP, w polskiej sztuce wciąż dominował jeden kierunek malarstwa – kapizm, który okazał się dość banalny. Myślę, że to mu się nie podobało. Potem poznał i przyjaźnił się z wybitnymi twórcami, jak Jerzy Duda-Gracz czy Waldemar Świerzy. Powrócił do malowania w latach 80., gdy szukał formy wyrazu dla swoich czarnych emocji. Nie wiadomo, jak jego sztuka by się rozwinęła, gdyby dostał od losu więcej umiejętności nie posiadał?Nie umiał pisać na maszynie, nie prowadził samochodu, śrubek nawet nie próbował przykręcać. Tak zwane męskie umiejętności były mu obce. I nie miał z tym problemu. Co też jest ciekawe, bo w tamtych czasach wymagano od mężczyzn, żeby mieścili się w wyciosanym siekierą męskim wzorcu. Planowanie i organizacja nie były jego mocną stroną. Dowód osobisty wyrobił dopiero, gdy miał 29 lat. Wtedy wszyscy używali kalendarzy. Zachował się kalendarz Jonasza z 1970 roku, ambitnie prowadzony do połowy był ze swojej fotograficznej talent w naszej sytuacji cywilizacyjnej nie ma już znaczenia. Dzisiaj możemy pomóc pamięci, korzystając z zasobów sieci. To powoduje, że nie musimy zapamiętywać. W czasach Jonaszowych zdarzali się ludzie z nadzwyczajną pamięcią. Współcześnie ostatnim takim człowiekiem jest Jan Gondowicz, encyklopedysta, pisarz i publicysta. Ostatni polihistor, czyli człowiek, który wie wszystko. Do tego lepszy od Google’a, bo z poczuciem humoru. Jonasz też wiedział wszystko i lubił się tym popisywać. Chciał uchodzić za najmądrzejszego w pomieszczeniu. Jonasz wiedział wszystko i lubił się tym popisywać. Chciał uchodzić za najmądrzejszego wpomieszczeniu. Potrzebował publiczności?Zdecydowanie. To się czasami bardzo przydawało. Koledzy traktowali Jonasza jak ostatnią deskę ratunku w urzędzie cenzury, gdzie kontrolowano teksty kabaretowe. Potrafił skomplikowaną, erudycyjną wypowiedzią, jakkolwiek pozbawioną sensu, zrobić cenzorowi wodę z mózgu. Mnie to trudno zrozumieć – jestem człowiekiem o prywatnym usposobieniu i każde zgromadzenie ludzkie jest dla mnie za duże. Słabo się nadaję na człowieka o znanym nazwisku. Gdy mnie filmują, zaczynam się pocić, drapać i przestaję myśleć. W sytuacjach oficjalnych, kiedy trzeba zabawiać publiczność, tracę kontenans. Ale mam – jak słyszałem – podobny do Jonasza głos oraz podobnie chodzę i gestykuluję. Jestem mocniej zbudowany. Mógłbym go na rękach nosić – był słusznego wzrostu, lecz szczupły. Stefan Friedmann mówi, że Jonasz mógł jedynie żałować, że nie jest wysokim ich poczucie humoru. Jonasz był najlepszy w żartach sytuacyjnych. To pokazuje anegdota o jego wizycie u lekarza, kiedy dowiedział się, że ma nieżyt żołądka. Zawołał wtedy: „Jak nieżyt, jak Żyd”. Mama natomiast jest anegdotystką, zbiera historie i pięknie je opowiada. Mam trochę jednej i drugiej umiejętności. Ale trudno ich używać na co dzień, dzisiaj ludzie mają przytłumione poczucie humoru i słabo rozumieją ironię. Podobnie jak Jonasz realizuję się w małych formach – gdy coś zaczynam pisać, to mi się szybko kończy. Ale ojciec porywał się na dłuższe twórczość dramatopisarska pozostaje niedoceniona. Znowu zabrakło szczęścia. Bo „Wojna chłopska” to naprawdę niezła sztuka. Dramatów, które Jonasz napisał sam, nie ma tak wiele – musical „Oko”, wspomniana „Wojna chłopska”, nigdy niewystawiana sztuka „Wątroba faraona” i utwór słowno-muzyczny „Historia żołnierza”. Wszystko inne pisał z kimś. Do większej formy potrzebował kogoś do Stefan Friedmann, z którym tworzył „Dialogi na cztery nogi” czy „Fachowców”. Potrzebował sparingpartnera: kogoś, kto go przytrzyma przy pracy i będzie publicznością?Bardzo prawdopodobne, że tak właśnie było. Chociaż warto dodać, że w tych audycjach ich spontaniczność jest wypracowana. To nie improwizacja, ale kontrolowana literacka robota. Niczego podobnego w Polsce nie napisano. Te słuchowiska są unikatowe, oparte na surrealistycznym purnonsensie, który potem Polacy dostali dopiero od Monty Pythona. Dzisiaj nie mamy rdzennej kultury humoru, co nie oznacza, że humoru nie ma – wystarczy zajrzeć do mediów społecznościowych. Do tego do konsumpcji współczesnej kultury trzeba znać angielski. Wtedy to dopiero ma to nie było niezbędne…Jonasz nie znał żadnego innego języka, choć wydawało mu się, że zna. Tylko Ireneusz Iredyński mówił gorzej po angielsku niż on. Ojciec miał doskonałą pamięć, więc łatwo przychodziło mu udawanie, że język obcy zna. Lubił wrzucać do piosenek makaronizmy – tu coś z rosyjskiego, tu z francuskiego, tam z angielskiego, łaciny czy włoskiego. To ciekawe, że jedni ludzie mają talent lingwistyczny, inni nie mają, a jeszcze inni potrafią udawać, że go posiadają. Większość ludzi, którzy go znali, nie miała pojęcia, że Jonasz nie zna języków, którymi się posługuje w zamknięty w szufladzie z napisem „estradowiec”. Brakuje powszechnej świadomości, że był niezwykłym to powszechne zjawisko. Dlatego tak bardzo ucieszyłem się z Nagrody Nobla dla Boba Dylana. Pomyślałem wtedy, że to wyróżnienie dla wszystkich, którzy przez lata uchodzili za tekściarzy, czyli poetów drugiej kategorii. Jonasz, podobnie jak Dylan, miał tę rzadką cechę, że potrafił pisać dla wszystkich. Był zrozumiały dla odbiorców, którzy na co dzień z poezją nie obcują, a jednocześnie nie spłycał w tym celu przekazu. To maestria językowa. Bo pisać trudną poezję jest łatwo – wiem po sobie. W XX wieku nie mamy wielu poetów z taką łatwością zejścia na poziom odbiorcy i mówienia rzeczy skomplikowanych. Tak pisali Tuwim, Gałczyński, Szymborska… Już Leśmian jest za trudny dla przeciętnych użytkowników języka polskiego. Jonasz nie znał żadnego innego języka, choć wydawało mu się, że zna. Tylko Ireneusz Iredyński mówił gorzej po angielsku niż on. Ojciec miał doskonałą pamięć, więc łatwo przychodziło mu udawanie, że język obcy zna. Czy Jonasz zdawał sobie z tego sprawę?Nie wiem. Ale kiedy mówił o sobie, że jest tekściarzem, to była raczej możemy się też tego dowiedzieć z wywiadów, których sam w tych wywiadach od rzeczy, mądrzy się, zasłania słowami. Prasa w PRL-u była czymś innym – zazwyczaj stanowiła część aparatu opresji, a przeważnie była sztywna i koturnowa. Jonasz się tak najeżał, że zza kolców nie dało się nic zobaczyć. W każdym razie ja nie znam faceta, który się wypowiada w tych mając niecałe 46 lat…Był jeszcze młodym facetem. Uświadomiłem to sobie, kiedy sam stałem się dojrzały. Dzisiaj jestem od niego starszy. Byłem 14-latkiem, kiedy zmarł, i nasze kontakty dopiero mogły stać się partnerskie. Wielu ważnych rozmów nawet nie pan odpowiedzi na te niezadane pytania w jego wierszach?Im jestem starszy, tym więcej rozumiem z jego twórczości i wyborów życiowych. Tych dobrych i tych niedobrych. Rozumiem, więc nie mam mu za złe. Jego się nie dało nie lubić. Nawet jak robił Kofta (1942–1988) - poeta, dramaturg, satyryk, piosenkarz i malarz. Urodził się na Wołyniu w rodzinie żydowskiej. Najpierw mieszkał we Wrocławiu i w Katowicach, gdzie jego ojciec zakładał rozgłośnie radiowe. Potem w Poznaniu, tam też uczęszczał do Liceum Plastycznego im. Piotra Potworowskiego. Studiował na ASP w Warszawie. Występował w kabaretach Hybrydy i Pod Egidą. Nagrywał audycje dla radiowej Trójki. Jest autorem wielu znanych piosenek, „Jej portret”, „Pamiętajcie o ogrodach”, „Autobusy zapłakane deszczem”.Piotr Kofta - syn Jagi i Jonasza Koftów. Urodził się w 1973 roku. Z wykształcenia socjolog. Dziennikarz, krytyk literacki, pisarz. Autor książek „Bura małpa” i „Piękne wieczory”. „Mamo, kup mi tę ciupagę!”. Wakacje to czas, gdy umysł dziecka jest „atakowany” przez marketingowców, jak nigdy. A może to wykorzystać na… wakacyjne kieszonkowe?Wakacje – czas, w którym dzieci są wystawione tak, jak nigdy na ekspansję marketingowców – to idealny moment na to, by młody umysł szybko nauczył się takich pojęć, jak: wartość pieniądza, kumulowanie oszczędności, potrzeba, zachcianka, pożyczka, opłacalność „inwestycji”… Wakacyjne kieszonkowe i edukacja wyniesiona z niego – to może być najcenniejsza pamiątka z tegorocznego urlopuKoronawirus nie ustępuje, ale – wbrew przewidywaniom – nie przeszkadza nam w tłumnym odwiedzaniu najpopularniejszych krajowych kurortów. Obawy przed zagranicznymi wycieczkami, tylko napędzają rodzimą turystykę, co najpewniej bardzo pozytywnie przełoży się na finanse właścicieli pensjonatów oraz hoteli w górach i nad morzem. A to z kolei napędzi zyski handlarzom pamiątkami. W Kołobrzegu czy Zakopanem nie da się przejść więcej niż 50 kroków bez ryzyka natknięcia się na budkę z kolorowymi gadżetami i wakacyjnymi również:Święty spokój kierowcy w dobie wysokiej inflacji? Bezcenny. Jak można (spróbować) ograniczyć koszty eksploatacji samochodu? I ile to kosztuje? [NOWOCZEŚNI MOBILNI]Jest plan na wakacje za granicą? Jest też problem: wysokie ceny i słaby złoty. Dwa sposoby, by nie dać się złapać w sidła kursowe [MOŻNA SPRYTNIEJ]Cyberbezpieczeństwo w bankach: technologie przyszłości. Jak zmieni się świat bankowości? [BANK NOWOŚCI]Gadżety te mają zwykle dwie nieodłączne cechy: nienaturalnie wysoka cena oraz umiarkowana (oględnie pisząc) przydatność w życiu codziennym. A mimo to, ku uciesze sklepikarzy, sprzedają się jak świeże bułeczki. Nie żebyśmy chcieli się z tego śmiać. Sami jesteśmy „ofiarami” tej brutalnej rzeczywistości wakacyjnej. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie kupił sobie magnesu na lodówkę w kształcie otwieracza do piwa, z napisem „Międzyzdroje”.Na wakacjach wydawanie pieniędzy przychodzi łatwiej – to żadna nowość. Aura mentalnego wypoczynku, niemyślenia o problemach, odsuwania trudnych spraw na „po urlopie” sprzyja finansowej beztrosce. Poziom naszej „bezbronności” zwiększa też fakt, że w wielu przypadkach celem „ofensywy” drobnych handlowców są nasze mamy twardych danych o tym, jaka część spontanicznych wydatków wakacyjnych (po odjęciu tych noclegowych i jedzeniowych) to te na rzecz dzieci, ale kto wie, czy nie większość. Większość tych wszystkich kolorowych, chińskich zabawek wystawionych na straganach ma za zadanie wzbudzenie chęci ich posiadania właśnie wśród najmłodszych. Potem już idzie łatwo: „Tato, kup tego kotka!”, a tato wyciąga trzy dychy i kupuje. „Przecież nie będę dziecku żałował”Wydawanie pieniędzy rodziców jest przyjemne. Dlatego wakacje to idealny czas na edukację finansową dzieckaTrudno obwiniać dzieci o chęć posiadania coraz to nowych gadżetów. Ale efekt jest zazwyczaj taki, że prędzej czy później pojawiają się frustracje i napięcia. Każda kolejna wydana złotówka na maskotkę – delfina, kulkę z automatu, czy ósmą ciupagę do kolekcji, powoduje u rodzica dyskomfort, a u dziecka apetyt na więcej. W końcu wydawanie pieniędzy rodziców to całkiem przyjemna powrocie do domu część z tych „skarbów” nawet nie zostaje wypakowana z walizki, a reszta znika gdzieś w czeluściach pudełek z zabawkami i nigdy więcej niej jest użyta. Jedynym trwałym efektem tych wydarzeń jest powiększenie dziury w domowym budżecie powakacyjnym. Bywa, że o kilkaset złotych, co jest kwotą nie do zatem zrobić, żeby nie przywozić z każdego urlopu sterty niepotrzebnych pamiątek, będących efektem marketingowej ofensywy działającej na nasze dzieci? Powiecie: jako miejsce wypoczynku wybierać odludzia bez straganów, szukać tras spacerowych poza promenadami. Ale można też po prostu podejść do tematu edukacyjnie i spowodować, że problem rozwiąże się najmłodszych lat warto przyzwyczajać dzieci do posiadania własnej gotówki i eksperymentowania z nią po swojemu. Takie „lekcje” przyjęte przez dziecko w wieku 6-8 lat pozostają w głowie na całe życie, a przy okazji dają satysfakcję i wymierne korzyści rodzicom. Wakacje są idealnym momentem na tego typu edukacyjne poczynania, bo po pierwsze: w tym czasie wszystkie naturalne pokusy konsumpcyjne w świecie dzieci się intensyfikują, a po drugie – rodzice mają więcej czasu, by edukację nie tylko zacząć, ale też nią „zarządzać”. Wakacyjne kieszonkowe to może być strzał w też: Revolut, najpopularniejsza w Polsce pozabankowa aplikacja finansowa, idzie po dzieci. Cieszyć się czy bać?Czytaj też: Czy bankowa aplikacja mobilna to dobry pomysł na Dzień Dziecka? Bank Pekao odpala PeoPay KIDSWakacyjny budżet malucha, czyli… kieszonkowe nad morzemW czasie wakacji warto umówić się z takim 6-latkiem (ale i ze starszym dzieckiem można), że będzie codziennie dostawał 10-20 zł do wydania według własnego uznania. Dziecko jest przeszczęśliwe, przynajmniej na początku, A potem? Potem to już dzieją się edukacyjne cuda. Młody umysł musi szybko nauczyć się takich pojęć jak: wartość pieniądza, kumulowanie oszczędności, potrzeba, zachcianka, pożyczka, opłacalność „inwestycji” rodzic? Rodzic jedyne co musi, to być konsekwentnym, choć to oczywiście też nie jest takie łatwe. Tym niemniej w ciągu tygodnia lub dwóch można przetrenować „na żywo” wszystkie błędy „konsumpcjonizmu”. Dziecko zdąży w tym czasie zbankrutować, dostać finansowe „drugie życie” i sprawdzić na własnej skórze, że oszczędzanie ma sens. 14 dni x 10 zł = 140 zł. Na taki dodatkowy wydatek muszą się przygotować dorośli (lub 280 zł, jeśli codzienne kieszonkowe wynosi 20 zł) i taka jest cena bezcennego doświadczenia dla założeniu, że posiłki i obowiązkowe lody raz dziennie i tak fundują rodzice, to można przyjąć, że maluch ma całkiem pokaźny budżet do przeznaczenia wyłącznie na swoje potrzeby. Nie może go jednak wykorzystać w pierwszy dzień, więc musi się nauczyć odraczania przyjemności. Jeśli chce sobie kupić coś drogiego, musi codziennie oszczędzać małe kwoty. To z kolei zmusza go do analizy, czy kolejny zakup jest absolutnie niezbędny, czy może warto go odpuścić. Takich rozterek nie ma, jeśli wydaje pieniądze swoich rodzic widzi, że dziecku pieniądz szybko się „rozchodzi”, może wdrożyć zabawę w rodzinny „bank”. Jak to może wyglądać? Wystarczy powiedzieć dziecku: „To, czego nie wydasz dziś ze swojego wakacyjnego kieszonkowego, możesz zdeponować u mnie, a jutro dostaniesz złotówkę więcej. A pojutrze już cztery złote więcej. A za trzy dni… I tak dalej. Dziecko, jeśli umie liczyć, szybko dojdzie do wniosku, że zarządzanie pieniędzmi nie polega wyłącznie na ich wydawaniu, ale też na szukaniu okazji, by je takich wakacji może być dwojaki. Pierwszy scenariusz jest taki, że dziecko kupi sobie kilka niepotrzebnych rzeczy i wyda wszystko, co „zarobiło”. Drugi, że dziecko tak skupi się na oszczędzaniu i analizie wydatków, że większość pieniędzy przywiezie do domu. I wtedy należy mu się potężna nagroda, biorąc pod uwagę jak gigantycznej presji marketingowej był w każdym momencie poddawany młody, niedoświadczony przecież też: Wygodniej się nie da? Kieszonkowe wypłacane dziecku przez… BLIKCzytaj też: Konto w banku, bankowa aplikacja mobilna i karta płatnicza, czy… pachnąca gotówka wypłacana do ręki? Naukowcy mówią, że dziecko musi „czuć piniądz”Praca u podstaw, czyli jak sprawić, żeby w twojej rodzinie pieniądze nie były tematem tabuJak w każdej dziedzinie jednak, także w finansowej edukacji dzieci, kluczem do sukcesu są: konsekwencja i systematyczność. Jeśli na co dzień rodzic nie będzie podejmował żadnych działań, to taki jednorazowy wakacyjny zryw może się okazać niewystarczający. Edukacja finansowa to towar deficytowy w naszym systemie szkolnictwa. Uczymy dzieci o rozmnażaniu pierwotniaków, analizujemy wspólnie co na myśli miał autor wiersza, każemy wykuć na pamięć głębokości jezior i oceanów, a nie dbamy o ich praktyczne przygotowanie do życia w świecie rodzica spada zatem obowiązek podjęcia takich działań, żeby dzieci wyrosły na świadomych konsumentów, którzy będą trzymać się z daleka od kredytów-„chwilówek”. Jak się za to zabrać? To temat na osobny, obszerny artykuł, a może nawet i książkę, ale zasygnalizujemy dziś kilka podstawowych elementów, które warto wdrożyć od najmłodszych to nie jest temat tabu. Trzeba w domu otwarcie o nich rozmawiać, odpowiadać na pytania, podpowiadać, analizować, doradzać. Nie ma co chronić dziecka przed „okrutnym, materialistycznym światem”, prędzej czy później i tak się z nim zmierzy, więc lepiej, żeby było odpowiednio to bardzo dobra metoda na praktyczną naukę gospodarowania swoim budżetem od najmłodszych lat. Trzeba jedynie ustalić rozsądne zasady, żeby uniknąć problemu roszczeniowej edukacyjne. Nie ma ich zbyt wiele, ale można znaleźć wartościowe pozycje dopasowane do każdego wieku. Moment, gdy 7-letnia córka pyta w kiosku, czy fakt, że nie ma jej ulubionej gazetki, to problem zbyt małej podaży, czy za dużego popytu – rodzaju gry i zabawy, które oprócz wartości rozrywkowej, niosą za sobą także elementy edukacyjne. Planszówka „Monopoly Junior”, czy zgadywanka w stylu „potrzeba czy zachcianka”.Każdy z powyższych punktów jest ważny i ma istotny wpływ na odpowiedni rozwój naszego dziecka. Pamiętajmy jednak, że lepszy przykład, niż wykład. To, co dziecko widzi na co dzień, będzie oddziaływało znacznie mocniej, niż to, co do niego mówimy. Dlatego wakacyjne kieszonkowe może być tak istotnym doświadczeniem dla też: Ile trzeba zarabiać, żeby móc zacząć odkładać pieniądze? Ten dziwny stan, gdy masz zł pensji i… ledwo wiążesz koniec z końcemCzytaj też: Masz w piwnicy nieużywany wózek dziecięcy? Albo łóżeczko? Możesz na nim zarabiać. „AirBnB do obsługi dzieci”Czytaj też: Jak nauczyć dziecko obchodzenia się z pieniędzmi? Konto w banku czy skarbonka?Jakie książki polecamy na wakacje, żeby dodatkowo zmotywować się do wakacyjnego kursu domowych finansów?>>> Arkadiusz Błażyca – „Kot Biznesik, jak pewien zwykły kot został biznesmenem”.>>> Sylwia Wojciechowska – „Julek i dziura w budżecie”.>>> Max Skorwider, Boguś Janiszewski – „Ekonomia. To, o czym dorośli Ci nie mówią”.>>> Maciej Samcik – „Moje pierwsze kieszonkowe” PrezentacjaForumPrezentacja nieoficjalnaZmiana prezentacji * - najpopularniejszy informator edukacyjny - 1,5 mln użytkowników miesięcznie Platforma Edukacyjna - gotowe opracowania lekcji oraz testów. Scenariusz rozpoczęcia roku szkolnego powstał na potrzeby imprezy okolicznościowej dla szkoły podstawowej. Wykorzystano w nim znane i lubiane wiersze polskich poetów a kilka parafrazowano. Publikuję go z racji zblizającego się końca roku szkolnego, kiedy to nauczyciele odpowiedzialni za przygotowanie uroczystości inaugurującej nowy rok szkolny szukają ciekawych pomysłów, scenek, niekoniecznie powaznych na tą okoliczność. „Witaj, szkoło!” scenariusz prezentacji uczniowskiej na rozpoczęcie roku szkolnego Opracowała mgr B. Legut- nauczyciel j. polskiego ZSO nr 11 w Sosnowcu / Podkład muzyczny. Wchodzi troje ubranych odświętnie uczniów /UCZEŃ I: Już wakacje są za nami, szybko zbiegły letnie staje przed oknami, jesień puka już do cię witamy, szkoło, bo nauki nigdy szkole zawsze jest wesoło i ciekawych rzeczy II: Jeszcze teczka i mundurek, ale co dzień rośniesz w góręI świadectwa się zbierają, to się złe dostajesz stopnie, czasem nudzisz się okropnieAle lubisz, kiedy dzwonek wzywa III: Tak jak w szkole nigdy potem ci nie będzieChoćbyś zjeździł za przygodą cały nawet wszystko poznasz i zdobędziesz,Nie zapomnisz nigdy smaku szkolnych II: Czy się migasz, czy książkowym jesteś molemKtoś się troszczy, by cię objął wiedzy potem już nie będzie tak jak w szkoleWięc korzystaj z twojej szkoły póki czas. / Cisza. Po chwili rozlega się utwór „ Love story”. Zostaje wniesiona ławka parkowa i drzewo ( tekturowa makieta). Wchodzi dziewczynka ze szkolnym plecakiem ,wyjmuje książki, siada, uczy się. Wchodzi chłopiec/CHŁOPIEC: Czasem myślę sobie sam, jak poderwać Aśkę mam? / łaskocze dziewczynę słomką, dziewczyna odpycha rękę chłopca; gdy ten podaje jej serce z piernika, zaczyna je jeść, ani na chwilę nie przestając się uczyć. Melodia gwałtownie się urywa./CHŁOPIEC: / głośno, z żalem / Żaden sposób nie skutkuje! Ona ciągle...matmę kuje!/ Wchodzi matematyk, pod pachą niesie kilka tablic z wzorami, dużą ekierkę /MATEMATYK: /do chłopca / Powtórz, zatem wszystkie wzory i ułamki, i wektory. Twierdzeniami nabij głowę,o równaniach wymyśl mowę. Nadto humor miej radosny i poczekaj przyjścia wiosny. / śpiew słowika / Wtedy zacznij od pytania:CHŁOPIEC: Czy znasz sposób na równania? / siada obok dziewczynki, cicho rozmawiają pochyleni nad książką /MATEMATYK: Zaraz dialog się potoczy, zbiór rozwiązań zauroczy, nieskończoność się zamarzy, matma szczęściem was obdarzy./ Melodia “ Love story”. Uczniowie schodzą ze sceny, zabierając ławkę i drzewo. Muzyka cichnie. Wchodzą : Narrator, Kółko, Trójkąt, Kwadrat – dzieci w czarnych podkoszulkach i getrach z wielkimi figurami geometrycznymi przymocowanymi do brzuchów /NARRATOR: Zachodziło kółko w głowę, czemu nie jest / jego koło ma tak nacięte dwa fragmenty, żeby je można było oderwać, / Jeśli rogi na głowę włożę... / Odrywa 2 fragmenty koła, przykłada do głowy / wtedy kwadratem będę...Może lub prostokątem, jeśli się uda , bo wciąż być kółkiem to straszna nuda ! / Cofa się, wchodzi trójkąt /NARRATOR: Rozmyślał trójkąt...TRÓJKĄT: / jego figura ma nacięte wszystkie rogi tak, aby je można było oderwać / Jeśli rogi gdzieś odrzucę lub położę je na półkę.../ odrywa rogi i odrzuca / wtedy może mi się uda pobyć choć przez chwilę kółkiem./ cofa się, wchodzi Kwadrat /NARRATOR: I marzył kwadrat...KWADRAT: / jego figura ma nacięty jeden róg, / Jeżeli jeden z moich rogów / odrywa róg / schowam do tego oto kąta,/ niesie róg do kąta/ to wtedy może, choć przez moment podobny będę do trójkąta. / Cofa się/NARRATOR: / zbierając porzucone kawałki figur/Ach, jak to dobrze, że to tylkoSą sny tych figur i marzeniaBo jaka będzie geometria,Gdy wszystko w niej się tak pozmienia?/Uczniowie schodzą. Rozlega się wesoła muzyka. W czasie jej trwania zostają wniesione trzy ławki, biurko, dziecinna tablica, 6 krzeseł. Wchodzi Nauczyciel z dziennikiem pod pachą./NAUCZYCIEL: Przyśniło mi się dzisiaj w nocy,Wiecie, jak to już bywa czasem,Że byłem sobie profesorem,I, że uczyłem naszą klasę./ Rozlega się dzwonek na lekcję. Wbiega 6 dzieci: rzucają papierowe jaskółki, kule, krzyczą , niedbale zasiadają w ławkach i wyjmują zeszyty . /NAUCZYCIEL: A moja klasa jak mnie wita?Zamiast kredy – gruszka zgnita!Fruwają papierowe kule, stół atramentem zachlapany,W kałamarz wetknął ktoś cebulę / ze wstrętem wyciąga i odrzuca warzywo /A wszyscy wyją jak pawiany!/ klaszcze w dłonie /Uwaga, zaczynamy lekcję! Teraz sprawdzę, co wasze stopnie w dziennikuI stwierdziłem, że zer macie w nim bez liku...Może Ania się pozbiera i poprawi swoje zera?ANIA: / z pretensją w głosie /Proszę pana, ja się bardzo dziwię!Ja te zera mam niesprawiedliwie!Ja umiałam i, mówiąc ściśle, ja te zera mam za to, że osiem... ale czego osiem ?Może osiem piegów mam na nosie?Może osiem jest w mrowisku mrówek?Myślę, ile będzie dziś klasówek...Więc jeśli pan ma mnie za lenia,To tylko wskutek myślenia! / Siada obrażona /NAUCZYCIEL: / patrząc w dziennik, kręci głową /Kasiu, z geografii zera..., Dwóje...Jak rozwiązać problem twój, żeby już nie było dwój?KASIA: / pochlipuje, ociera oczy chusteczką /Ach, ogromne mi zmartwienie spać nie daje...W jakie by się strony przenieść, w jakie kraje?Muszę zmienić chyba klimat, moi mili,W Polsce nie wytrzymam ani chwili!Pech mnie tutaj ciągle trapi, życie truje!Bo na lekcjach geografii zbieram zera, dwóje! /Płacząc, siada / NAUCZYCIEL: /surowo/Czy Świszczypała przygotowany?Musisz być dzisiaj przepytany!ŚWISZCZYPAŁA : / z przechwałką w głosie /Zdam śpiewająco pana egzamin!Zadziwię wszystkich odpowiedziami!/ następuje wymiana pytań i odpowiedzi pomiędzy Nauczycielem i Świszczypałą /- Najdłuższa rzeka w Polsce?- To Gdynia! Wpada do morza koło Będzina!- Stolica Francji?- To miasto Kraków!- Bolesław Chrobry?- To wódz Krzyżaków!- Foka?- To taka odmiana krowy, co je salceson, ale surowy!- Turków pod Wiedniem pobił...- Mickiewicz!- Urugwaj?- To był czeski królewicz!- Sahara?- To duża rzeka w Boliwii!- Karp?- Żyje na łące, trawą się żywi!NAUCZYCIEL: Słyszał to, który podobne bzdury? Śpiewałeś prawie jak z nut, ale nie zdałeś, o dziwo!ŚWISZCZYPAŁA: Wiadomo, niesprawiedliwość!/ Uczeń prosi o głos. Zaczyna mówić, potem głos zabierają inni /UCZEŃ I: Gdy zdobędę wielką władzę , zmiany w szkole te przemeblowania od przedmiotów II: Weźmy daty historyczne . Istne czary z Łysej Góry!W nich diabelska siła drzemie, na myśl o nich cierpną z tego dostać można albo jeszcze coś gorszego!Czemu ja, dwunastolatek, uczę się wariactwa tego?UCZEŃ III: Ortografia, gramatyka to złośliwość jakich co jest nam gimnastyka? Żeby powykrzywiać ciało?!Taki byłby język łatwy, gdyby pousuwać z niegoTe odmiany, te przypadki, a wprowadzić coś lżejszego !ANIA: Rozpacz czarna mnie ogarnia, wierzcie, przy okropna jest męczarnia! To jest dobre w Ameryce!A największym utrapieniem dla każdego ucznia w szkoleSą: dzielenie i mnożenie, i do obliczenia pole !NAUCZYCIEL: / ociera czoło chustką , słychać dzwonek szkolny /Nareszcie koniec już tej lekcji!Ocieram czoło i cieszę się, że to był tylko taki sen .Drodzy widzowie przedstawienia!Każdy, kto się przejął szczerze, niech się zabiera do nauki,Przykładu z klasy tej nie bierze . / Uczniowie schodzą ze sceny. Wchodzi uczeń i uczennica / UCZEŃ : Każdy z nas marzy, by to latem, zimą, po drodze są atrakcje,A najfajniejsza to one właśnie się skończyły,Do szkolnej pracy dały czeka klasa , podręcznikiI klasóweczka z matematyki. UCZENNICA: W wakacje byłeś wyspany, wolnyAle zaczyna się znów rok szkolny .Znowu posiedzisz sobie nocamiNad zeszytami, podręcznikami...Życzę wam wszystkim na początekSzkolnego roku szóstek i piątek !/ Uczniowie schodzą ze sceny // w scenariuszu wykorzystano : fragm. Symfonii Nr 40 g – moll kv 550 W. A . Mozarta ,wersje instrumentalne piosenki „Love story”, piosenki „Dzieciak postępowy” B. Konowalskiego, sparafrazowano kilka utworów poetyckich dla dzieci/Umieść poniższy link na swojej stronie aby wzmocnić promocję tej jednostki oraz jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych: X Zarejestruj się lub zaloguj, aby mieć pełny dostępdo serwisu edukacyjnego. zmiany@ największy w Polsce katalog szkół- ponad 1 mln użytkowników miesięcznie Nauczycielu! Bezpłatne, interaktywne lekcje i testy oraz prezentacje w PowerPoint`cie --> (w zakładce "Nauka"). Publikacje nauczycieli Logowanie i rejestracja Czy wiesz, że... Rodzaje szkół Kontakt Wiadomości Reklama Dodaj szkołę Nauka

już wakacje są za nami szybko zbiegły letnie dni piosenka